Media
Materiały do pobrania
Jak się bawić to tylko sPiątkuNaSobotę.
Było tłumnie, było nawoływanie, były bisy i "było coś w powietrzu", a to wszystko sPiątkuNaSobotę we Free Blues Club.
Piątkowy koncert rozpoczął się kilka minut przed 21. Jednak już o 20 lokal w większej części był wypełniony. sPiątkuNaSobotę puścili w eter swoje autorskie numery. Było między innymi "Już Wiem", "Ala ma kota", "Kufel", "Szczecin". Te dwa ostatnie tytuły były często skandowane przez publikę, zatem zespół ma już grono wiernych fanów wśród szczecinian.
- Było coś w powietrzu - żartobliwie komentował koncert basista zespołu Bimbełt.
Prócz autorskich utworów, zespół zagrał też covery, np. AC/DC - You Shook Me All Night Long; Blur - Song 2. Ten drugi już pod koniec koncertu, rozruszał publikę jeszcze mocniej. Warto było bawić się sPiątkuNaSobotę we Free Blues Club.
Poniżej rozmowa z zespołem, zaraz po koncercie:
www.wszczecinie.pl/spns.mp3
Źródło: wszczecinie.pl
Wywiad dla portalu wSzczecinie.pl, autor: Krzysztof Syrek
- sPiątkuNaSobotę to dość charakterystyczna nazwa, skąd pomysł i jak powstała?
- Na początku myśleliśmy o nazwie "Miły wieczorek z czwartku na wtorek". Potem złagodziliśmy nieco temat. Próby zaczynały się w piątek a kończyły w sobotę rano. Żeby nie zapomnieć, kiedy przyjść na próbę i do kiedy ona potrwa wybraliśmy sPiątkuNaSobotę.
- W zeszłym roku uzyskaliście wyróżnienie i tytuł laureata festiwalu FAMA 2006, czy w związku z tym pojawiły się jakieś konkretne propozycje?
- Bimbełt zmienił fryzurę. Mi wymienili kablówkę i drzwi wejściowe. Zefir dostał bilet do Wrocławia, a Pietia kupił sobie dwa nowe naciągi. To byłoby na tyle. Innych propozycji nie potrafiliśmy wykorzystać, bo band zawiesił działalność. Tamta forma wyczerpała się. Chyba nie zrobilibyśmy już niczego fajnego razem.
- Zespół miał krótki okres przerwy w swojej działalności, teraz wróciliście zreorganizowani, z nowym składem. Z ekipy odeszli Pietia (Piotr Leoszewski) i Zefir (Bartek Krzyżanowski). Razem z Pietią przez pewien czas graliśmy razem z chłopakami z Fat Belly Family. Bimbełt też próbował po różnych projektach. Gdy jednak pojawiła się możliwość reaktywacji SPNS nie zawahaliśmy się. Tym razem połączyliśmy siły z Harrym (Marek Tyszkiewicz) z zespołu Delirium Shaker i liderem Cover Bandu, Krisem (Krzysztof Zaborniak). Chłopaki idealnie wmontowali się w klimat SPNS.
- Czy ta przerwa i zmiany w składzie zespołu, oznaczają też zmianę stylu grania?
- Zawsze nowi ludzie to nowa jakość. To dalej te same numery, ale zagrane w inny sposób. Kiedy połowa zespołu się zmienia to jakby robić cover samego siebie.
- Jakimi sukcesami sPiątkuNaSobotę, możecie się pochwalić?
- Odkryliśmy, do czego służy czerwony guzik w rakiecie. Wciąż udaje nam się znaleźć czas na wspólne hałasowanie. To chyba nieźle. No i fajnie, że ludzie wciąż nas pamiętają, mimo że od roku nie graliśmy w mieście.
- Jakie były i są wasze największe inspiracje? Na kim się wzorowaliście, zanim wykrystalizował się wasz styl grania?
- Inspiracji jest i było wiele. Od hard rocka po bluesa i reggae. Ciągle pojawiają się nowe. W większości zaczynaliśmy w hardcorowych czy punkowych bandach, ale to było dawno temu. Teraz chcemy opowiadać historie. Malować obrazki. Chodzi o to żeby muza stanowiła całość z tekstem i pozostawiła jakiś ślad.
- Czy chcielibyście, aby ten projekt był waszym jedynym i wystarczającym źródłem utrzymania? Czy może uważacie, że tam gdzie pojawiają się pieniądze, kończy się zabawa i radość z tego, co się robi?
- Nie mówmy o kasie z muzy. Nie mówi się o nieobecnych. Gra się, dlatego że trzeba. Nie, dlatego że się to opłaca. To nie Radio Maryja żeby zaraz wyskakiwać z numerem konta.
- Jakie plany na przyszłość?
- Grać jeszcze lepiej. Za rok zagramy na waszej trzeciej rocznicy.
Źródło: wszczecinie.pl